Cześć, mam na imię Ewa i…jestem sobą. To dla mnie ważne Drogi Czytelniku, żeby zacząć właśnie od słów: jestem sobą. Oczywiście mogłabym zacząć od standardowego „jestem mamą, lubię ćwiczyć i żyję zdrowo”, ale dla mnie równie ważne jest żebyś dobrze zrozumiał czym kieruję się w życiu. Do reszty dojdę za chwilę. Otóż jestem sobą od niedawna – tak dobrze czytasz. Bo jeszcze do niedawna, za wszelką cenę starałam się być taka jaką oczekiwano ode mnie abym była. Już od dziecka wpajano mi zasady, których powinna trzymać się dziewczynka, bo nie wypada inaczej. Nie wypadało mi łazić po drzewach, czy bawić się w strzelanki, a już za żadne skarby mówić „brzydkich słów”. Kazano mi chodzić w sukienkach, których wówczas szczerze nie znosiłam i dobrze się uczyć – szczególnie matematyki. Nacisk na matematykę wyjątkowo namieszał w moim poczuciu wartości, bo ilekroć przynosiłam tróję z kartkówki czułam się jakbym zawiodła całą rodzinę i świat. W liceum zdarzało się, że na przerwach przed klasówką tłumaczyłam zadania z matematyki kolegom, a na samym egzaminie wpadałam w panikę i nie byłam w stanie napisać nic więcej poza imieniem i nazwiskiem…Tu jak widać spełnianie cudzych oczekiwań nie wpłynęło na mnie rozwijająco 😉 Na studia też poszłam nie takie, ale mi darowano, bo nikt nie liczył na to, ze w ogóle się wybiorę pomimo całkiem niezłych wyników w nauce. Ale do rzeczy, bo nie chcę Cię zanudzić. Kiedy dotarło do mnie, że jestem samowystarczalna, że nie trzeba prowadzić mnie za rękę i mówić co wolno, a czego nie. Kiedy zrozumiałam, że jestem zdolna do rzeczy wielkich i że wszelkie bariery są tylko w mojej głowie, stałam się sobą. Teraz pewnie przechodzą Ci przez myśl pytania: „Kiedy to zrozumiałaś? Dlaczego tak się stało?”. Prawda?

Nie nastąpiło to w jeden dzień, ani w rok. Jest to efekt kilkuletniej, ciężkiej pracy nad sobą. Zaczęło się od pracy nad ciałem, a efektem ubocznym stało się osiągnięcie wewnętrznego poczucia, że jestem „silniejsza niż mi się wydaje”. Znasz ten tekst? Pewnie, że znasz! Teraz już wiesz, że odnalezienie swojego ja rozpoczęłam od treningów z Ewą Chodakowską. Ale poczekaj! To nie koniec. Treningi z Ewą były początkiem mojej drogi i walki o lepszą wersję siebie, ale to co osiągnęłam i kim się stałam zawdzięczam wyłącznie swojej ciężkiej pracy.

Tak więc: cześć! Jestem Ewa – mama dwójki dzieci, fitness entuzjastka; kucharz niezawodowy, a z pasji, rękodzielniczka, amatorka fotografka, pani domu, żona, Polka mieszkająca w UK. Ani trochę nie jestem taką jaką oczekiwano abym była 😉 Łażę z dziećmi po drzewach, przeklinam, bywam wybuchowa i bardzo emocjonalna. Głośno się śmieję, kocham tańczyć i się wygłupiać. Mówię co myślę i nie boję się sprzeciwiać. Jestem uparta i zadziorna…A nade wszystko – jestem twardzielką z miękkim serduchem. Miło mi, że tu jesteś. Zostań. Zostaw swój znak w ramach solidarności 😉

Ps. Ten blog powstał na życzenie moich obserwatorów na instagramie. Pierwszą i podstawową zasadą jakiej będę przestrzegać bezwzględnie jest nietolerowanie hejtu, chamstwa, seksizmu i głupoty. Chcesz mnie za coś skrytykować? Ok. Ale zrób to konstruktywnie- bez obrażania, wywyższania się, zadzierania nosa. Nie jestem alfą ani omegą, ale wymagam szacunku do swojej pracy i osoby. Jestem tu po to, żeby dawać z siebie to co najlepsze…Bierz i czerp całymi garściami. Na zdrowie!